Jacyś kolesie mnie gonili. Byli na tyle uprzejmi, że do mnie nie
strzelali. Przynajmniej nie musiałam się skupiać na zatrzymywaniu kul.
Zobaczyłam z daleka jakieś miasto. Przyspieszyłam do prędkości światła i
sekundę później stałam przed jakimś domem. Stałam się niewidzialna (na
wszelki wypadek).
Nagle ktoś na mnie wpadł.
- Co jest...? - usłyszałam czyjś głos. Stanęłam jak wryta i ostrożnie odwróciłam się na powrót stając się widzialną.
Ktoś?
P.S. Ana masz zapro do współtworzenia bloga ;)
~ Lume (adminka)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz